5 trików ułatwiających życie mamy

triki ułatwiające życie


Wraz z urodzeniem dziecka zyskujemy tyle, że Internetu nie starczyłoby Internetu, aby to wszystko opisać. Nieporównywalna z niczym miłość do Małego Człowieka, motywacja do działania i pogodzenia nowych i starych obowiązków, najpiękniejsze lekcje człowieczeństwa, jakie możemy sobie wyobrazić. Dla mnie macierzyństwo jest też po prostu wspaniałą przygodą, zakładam, że dla wielu z Was, moich kochanych Czytelniczek, również. Jednak…

No nie czarujmy się, doba nie jest i nie chce być  z gumy. I życie matki, choć piękne, proste nie jest. Nieważne czy radzimy sobie lepiej, czy gorzej. Czy mamy brzuch płaski jak deska, czy okrągły jak piłka 😉 Pojawienie się nowego członka rodziny to często organizacyjny Armageddon, tsunami planowania i gradobicie obowiązków. Sama bardzo długo miotałam się między starym (czyt. “bezdzieciowym”) a nowym.sposobem funkcjonowania. Kiedyś na ten przykład mogłam spokojnie przechadzać się alejkami supermarketu i wybierać NAJLEPSZE produkty, odkrywać kuchnie świata i super-duper-eko produkty, spędzając tam i tydzień, jeśli mnie naszła ochota. Kiedyś moja torebka nosiła tylko moje rzeczy, a jedyne, czego w niej miałam więcej to pieniędzy 😛 Kiedyś życie było spokojniejsze, a czasu miałam więcej.

Nowe obowiązki wymusiły lepszą organizację, liczy się nieraz każda minuta i każdy gram, które możemy zaoszczędzić. Pomyślałam, że zrobię wpis, w którym podzielę się z Wami moimi patentami. I oczywiście bardzo chętnie poznam Wasze triki.

Google Keep + Google Calendar

To mój zestaw, dlatego go polecam. Jednak tak naprawdę chodzi o dobry notatnik i kalendarz. Najlepiej elektroniczny. Kilka lat zabrało mi przekonanie się, że tradycyjne planery, choć piękne, kobiece i stylowe, nie sprawdzają się w moim przypadku aż tak dobrze. Kończyło się zawsze tak samo: dziesiątki karteczek, świstków i ulotek, część terminów zapisana w telefonie, część gdzieś na kolanie. Co nieco na lodówce. Tym sposobem okazywało się, że równocześnie jestem umówiona gdzieś na zdjęcia i szczepię Milę w innej dzielnicy… Albo że wprawdzie umówiłam się z koleżanką, której nie widziałam sto lat, ale na spotkanie przyszła tylko ona, bo ja karteluszkę z datą i godziną znalazłam tydzień później w kieszeni spodni. Od tego roku zawzięłam się, aby prowadzić kalendarz elektroniczny, najlepiej taki, który sam będzie się synchronizował pomiędzy telefonem, tabletem i komputerem. Nieważne, z którego urządzenia korzystam, mam dostęp do zawsze uaktualnionego kalendarza. Nieoceniona jest opcja ustawiania powiadomień – kalendarz wysyła mi maila z przypomnieniem, że powinnam zrobić przegląd auta, wykupić jego ubezpieczenia albo zadzwonić do Mr Katastrofy z życzeniami.

Pierwsze tygodnie były najtrudniejsze, nie miałam nawyku zapisywania wszystkiego. Jednak dość szybko zorientowałam się, że to kapitalnie oszczędza czas i ułatwia życie. Teraz trzymam się tego i zapisuję prawie wszystko. Okazało się, że w kalendarzu brakuje mi miejsca na notowanie pomysłów czy rzeczy do zapamiętania. Wtedy ktoś podpowiedział mi, że istnieje coś takiego jak Google Keep – elektroniczny notatnik. Tablica, na której przypinam sobie karteczki, z rzeczami, o których chcę pamiętać. Wielką jej przewagą nad taką powiedzmy korkową, która wisi w kuchni, jest dostęp w każdej chwili (bo niewiele zostało tych chwil, kiedy jesteśmy bez telefonu…). Drugą zaletą jest synchronizowanie różnych urządzeń. Czyli np. zapisuję tytuł filmu, który ktoś poleca mi na spotkaniu, a wieczorem gdy usiądę przed laptopem ten tytuł już tam jest!

zakupy z dostawą do domu

Dość długo się opierałam – a bo za drogo, a bo jak ja wybiorę, to będzie lepsze. Czas, a dokładnie jego brak, wymusił jednak zmianę. I absolutnie nie żałuję! Znaczną część domowych zakupów robię przez Internet. Nie polecę konkretnej sieci, bo sama zmieniam i eksperymentuję. Opcję zakupów z dowozem do domu ma większość dużych supermarketów, jak Tesco, Auchan, Piotr i Paweł czy Leclerc. Większość z nich deklaruje, że ceny w sklepie stacjonarnym i internetowym są takie same (i dotrzymują słowa!). Nawet jeśli za dostawę i wniesienie trzeba zapłacić 10 czy 20 zł (co odstraszało mnie długo), to nawet nie licząc mojego czasu (a to cenna walut!), oszczędzam na benzynie i wszystkich niepotrzebnych rzeczach, które jakoś tak prawie same wpadały do koszyka. Szczególnie od kiedy zakupy robiłam z Dzieciakami. W ogóle historia pt. wizyta w supermarkecie z dwójką dzieci mogłaby się stać kanwą filmu komediowego. Albo nawet serialu, jeśli rzeczone zakupy trwają więcej niż kwadrans. 

Bodźcem, który skłonił mnie do zakupów z dostawą do domu był ból pleców. Noszenie ciężkich rzeczy tylko pogarszało sprawę, dałam się więc przekonać, że to fajna oszczędność sił, czasu i pieniędzy. Nie musicie czekać aż plecy odmówię Wam posłuszeństwa, spróbujcie serio! Dla mnie zaletą jest to, że zakupy zajmują mi max. 20 minut, mogę zrobić je wieczorem albo przy porannej kawie. Jeśli korzystam z tego samego sklepu, dzięki zapisanej liście zakupów, mogę w kilka kliknięć uzupełnić domowe zapasy, bez ruszania się z kanapy!

szopi.pl

To moje najświeższe odkrycie, jednak wydaje mi się na tyle ciekawe, że dzielę się nim natychmiast. Zdarzyło się Wam kiedyś być w domu samej z chorym dzieckiem, a lek przeciwgorączkowy właśnie się skończył? Albo mleko? Lub pieluchy? Jakiś czas temu Rossman wprowadził sklep internetowy, jednak czas oczekiwania na dostawę jest standardowy, jak przy zakupach w sieci. A co, jeśli ktoś zrobiłby zakupy za Ciebie? I przywiózł Ci je do domu w przeciągu… godziny?! Otóż to właśnie oferuje szopi.pl – zrobią za Ciebie zakupy w Lidlu, w aptece, w Rossmanie czy Biedronce. I przyniosą do domeczku. Czad, co?! I to wszystko za 9,90 zł! Czyli mniej niż zapłaciłabyś za benzynę.

Jedynym minusem jest to, że póki co ta usługa dostępna jest jedynie dla mieszkańców Warszawy i Krakowa. Jednak podobno wkrótce mają pojawić się  nowe lokalizacje.

storytel.pl

O Storytel pisałam ostatnio osobny wpis, więc nie będę się powtarzać tutaj (jeśli masz ochotę –> KLIK). Wspominam o nim dlatego, że to moje najnowsze odkrycie, które może nie tyle usprawniło życie, ale na pewno uprzyjemniło. Jest to platforma do streamingu audiobooków, korzystamy jak szaleni. Dłuższe podróże samochodem stały się dużo przyjemniejsze, od kiedy z głośników leci wybrana przez Leona bajka. Kiedy muszę coś zrobić i chwilowo nie chcę, aby na mnie wisiały dwa Cudaczki, włączam audiobooki również w domu. Słuchanie opowieści jest dla Lenego równie zajmujące jak bajki czy tablet, a przynosi nieporównywalnie więcej korzyści. Poznawanie literatury i ćwiczenie wyobraźni to tylko niektóre z nich!

Lubię to, że czytamy dużo książek. Jednak nie mam nic przeciwko, aby od czasu do czasu, wyręczyli mnie w tym np. Jerzy Stuhr czy Grażyna Wolszczak 😛

aplikacja do dygitalizacji kart

To jedyne odchudzanie portfela, które mi się spodobało! Jeśli jak ja macie sto milinów kart lojalnościowych, to jest coś dla Was. Mój portfel pękał w szwach, a i tak zazwyczaj okazywało się, że akurat tej potrzebnej karty nie mam ze sobą. Rozwiązanie jest na wyciągnięcie… smartfona. Aplikacji jest wiele, musicie wybrać tę, która będzie dla Was najwygodniejsza. Ja korzystam z Ceneo, ale to dlatego, że była to jedna z pierwszych. Warte uwagi są też FidMe, Key Ring i Stocard, Beep’nGo.

Aplikacje różnią się od siebie detalami (jak możliwość dodawania opisu do karty czy ilość wyświetlanych równocześnie w menu kart) oraz ilością predefiniowanych polskich partnerów. Nie umknie Wam żadna promocja czy punkt lojalnościowy. Nieważne w sumie, którą z nich wybierzecie, życie stanie się prostsze, a już na pewno… lżejsze!

Jeśli macie proste sposoby na ułatwienie matczynego życia, piszcie! Niech dobre wieści idą w świat!

.

1 Comment