Czy rodzice muszą mówić jednym głosem?

rodzicielska jednomyślność

Dawno, dawno temu w epoce przed dziecięcej, zdarzało nam się z Tomkiem fantazjować na temat tego, jakimi będziemy rodzicami. I jakie zasady chcielibyśmy, aby funkcjonowały w naszej rodzinie. Jednym z fundamentów, na których opieraliśmy wówczas nasz „Projekt Wychowanie” była tzw. rodzicielska jednomyślność. Wiele rozmawialiśmy o tym, że mama i tata muszą tworzyć jeden wspólny front. Korzyści z tego jest wiele — przede wszystkim poczucie bezpieczeństwa dla dzieci. Również to, że unikamy znanej z seriali kryminalnych zabawy w dobrego i złego policjanta. Mam na myśli sytuację, gdzie jeden z rodziców przestrzega reguł i jest w tym dość stanowczy, podczas gdy ten dobry glina zawsze godzi się na kolejnego cukierka, jeszcze jedną bajkę czy jedzenie w łóżku (sic!).
Tak, jak w wielu innych przypadkach, rodzicielska rzeczywistość „nieco” zweryfikowała nasze plany. Okazało się bowiem, że jak byśmy dobrze nie byli zgrani, jak się nie kochali i byli blisko siebie — różnimy się. Niby oczywiste, przecież piękne, bo z tej różnorodności można czerpać wielkie korzyści dla związku. Jednak trudne do pogodzenia ze wstępnym założeniem, że rodzice muszą mieć wspólne stanowisko. Bo po prostu w pewnych kwestiach nie jesteśmy identyczni, a zdarza się, że nawet niezgodni.
Początkowo szans na rozbieżności nie było wiele, jedno z nas ustępowało, a poza tym marchewka albo brokuł — co to za dylemat. Jednak od kiedy Leon skończył trzy, cztery lata, sytuacje, w których mieliśmy odmienne zdanie, pojawiały się coraz częściej. Nie musi to być nic spektakularnego — ja nie mam nic przeciwko, aby Leon chodził po mieście z wieszakiem na ubrania pod pachą, Tomek wolałby zachować przynajmniej pozory normalności 😉 Ja buntuję się przeciw trzeciemu lizakowi, on z kolei nie widzi problemu. Dla mnie jest ok, jeśli zaburzymy naszą domową rutynę i dzieciaki pójdą godzinę (albo i dwie…) później spać, Tomek wolałby tego nie robić. Tych detali, które nas różnią jest wiele, zmieniają się też z biegiem czasu, nikt z nas przecież nie jest stały. Czasem głośne słuchanie audiobooka przeszkadza mi, bo boli mnie głowa i jestem zmęczona, innym razem z przyjemnością się przysiądę i posłucham z nim.
Oczywiście, możemy sobie wyobrazić sytuację, w której niczym w Matrixie, wszystko zamiera, a my z Tomkiem toczymy ożywioną dyskusję. W jej trakcie za wszelką cenę chcemy wypracować wspólne stanowisko, które później przedstawimy potomstwu. Niestety, w praktyce to nawet nie jest zabawne. Oczywiście kwestie najważniejsze i te fundamentalne mamy uzgodnione i tworzymy wspólny front, nawet jeśli wypracowanie go trochę trwało. W wielu sprawach codziennych i tych niezbyt istotnych mamy podobne zdanie — w końcu jesteśmy razem już kilkanaście lat i przesiąkliśmy sobą. Jednak różnimy się i nie zawsze mamy taką samą odpowiedź na pytanie, które zadaje Leon (Mila jeszcze nie mówi, jednak jak zacznie, poprzeczka pójdzie w górę!).

Autentyczność buduje relację

Naszym zadaniem jako rodziców jest pokazanie dziecku świata i nauczenie go funkcjonowania w nim. Rodzina, w której ono wzrasta, jest przez pierwszych kilka lat życia takim mikroświatem. Nie jest zaś prawdziwy świat, w którym ludzie ZAWSZE i WE WSZYSTKIM są ze sobą zgodni. Można się pięknie różnić i wierzę, że młody człowiek może czerpać z tej odmienności. Będzie miał szansę już od najmłodszych lat swojego życia dowiedzieć się, że ludzie są różni. Że mogą się ze sobą nie zgadzać, a mimo to kochać i szanować.
W ten sposób uczymy też dziecko, że jemu wolno mieć swoje zdanie, nawet jeśli nie będzie się ono pokrywało np. ze zdaniem znajomych. Uczciwość rodziców wobec samych siebie i wobec dziecka pomaga tworzyć więź, jest fundamentem ich relacji.
Gdybym przez następne kilkanaście lat próbowała zawsze być we wszystkim zgodna z moim mężem, jedyne, co pokażę swoim dzieciom to fakt, że nie jestem sobą, że w związku należy za wszelką cenę dopasować się do drugiej osoby. Nie chcę tego! Życzyłabym sobie, aby i Leon i Mila mieli odwagę zajmować swoje stanowisko, aby nauczyli się toczyć spory i bronić swojego zdania. Doprowadzić do tego mogę tylko w jeden sposób — postępując tak samo.
Z tego powodu nie zawsze mówimy z Tomkiem jednym głosem. I głęboko wierzę, że wszystkim wychodzi to na zdrowie!

Jeśli chcecie dowiedzieć się na ten temat więcej, polecam wydaną niedawno książkę Małgorzaty Musiał „Dobra relacja. Skrzynka z narzędziami dla współczesnej rodziny” – prostym językiem o tym, co ważne dla rodziców.

.