Nowości i hity, czyli nasz TOP 10 zabawek lata 2017

najlepsze zabawki

Dawno nie było u nas posta zabawkowego, więc nazbierało się trochę perełek i cudowności, które zachwyciły nas w ostatnim czasie. Zabawek przez nasz dom przewija się sporo – nigdy nie ukrywałam, że sama chętnie je kupuję. Sprawiam radość nie tylko swoim dzieciom, ale też… dziecku w sobie. Staram się jednak zachować zdrowy umiar (z naciskiem na STARAM się, jak twierdzą niektórzy). Te, z których dzieciaki już wyrosły, które nie zainteresowały ich lub nie sprawdziły się z innego powodu – staram się rozdawać, puszczać dalej w świat. A nuż sprawią radość komuś innemu? Poza tym nie lubię zagraconych przestrzeni, ani oczopląsu u dzieci. Umiar, we wszystkim najważniejszy jest umiar. Jednak zdarzają się takie cuda i cudeńka, które podbijają dziecięce serca i których małe łapki prawie nie chcą wypuszczać. Jasne, że to, co sprawdziło się u nas, niekoniecznie będzie hitem u kogoś innego. Ale są na to duże szanse! 😛

Postanowiłam zebrać i pokazać wszystkie nowości w jednym miejscu. Przed przystąpieniem do czytania, schowajcie głęboko portfele i karty kredytowe 😛

1. wózek-wagonik z akcesoriami do piasku B. Toys – LINK

Czego dziecku potrzeba do szczęścia? Piasku i wody. I miłości, zwykle to dodaję w myślach. Leon i Mila uwielbiają budować, kopać i przesypywać piasek. Przez nasz dom na przestrzeni ostatnich 5 lat przewinęło się więcej wiaderek, łopatek i foremek niż jestem w stanie spamiętać. Zawsze były to tanie komplety, kupowane gdzie popadnie – na wyjeździe, gdzieś przed wejściem na plażę, w supermarkecie, a nawet w nadmorskim kiosku ruchu. Część takiego kompletu wracała z nami do domu, trochę rzeczy się pogubiło i tak mieliśmy plastikowy, kolorowy misz – masz wszystkiego. Były grabki, za to pękło sitko, kupiliśmy łopatkę, urwała się rączka od wiaderka. I tak wkoło. W tym roku, szykując się do sezonu wiosennego, przeszukałam nasze piaskowe zasoby. Były w opłakanym stanie, a przed nami rozpoczynał się pierwszy sezon z dwójką „piaskowych” dzieci (w ubiegłym roku Mila bardziej była zajęta jedzeniem piasku niż robieniem z niego babek :P).

Idea wózka z zabawkami, zamiast wiaderka, w którym nic mi się nie mieści, od razu przypadła mi do gustu. Odstraszała mnie cena, bo wiadomo – elementy zniszczą się, pogubią itp. Postanowiłam spróbować, tylko dlatego, że znałam wcześniej inne zabawki firmy B. Toys i byłam zachwycona. Nie pomyliłam się. Wózek z akcesoriami jest u nas już 3 miesiące, nie było tygodnia, aby gdzieś z nami nie podróżował. Mila i Leon bardzo chętnie go ciągną, dzięki czemu mam do niesienia tylko 27387468273687 pakunków, czyli… prawie wolne ręce. Zabawki zrobione są z mocnego plastiku i mimo intensywnej eksploatacji (zarówno w wodzie, piachu, jak i na słońcu) wyglądają super. O dziwo, nic się nie zgubiło, chociaż sama nie wiem, jak to możliwe 😛

Może gdy wiesz, że przedmioty mają większą wartość, bardziej ich pilnujesz? Nie wiem. Jednak zdecydowanie jest to jedna z najbardziej solidnych i przydatnych rzeczy, jaka w ostatnim czasie pojawiła się w naszym domu. Polubiliśmy się z wózkiem do tego stopnia, że był z nami nie tylko na okolicznych placach zabaw, podczas weekendowych wyjazdów, ale też… na wakacjach w Grecji. Mnie najbardziej urzekła plastikowa łódeczka, która wygląda jak zrobiona z papieru. Kiedy byłam małą dziewczynką, to podobne statki robił dla mnie wujek 🙂 ah, te sentymenty! Aha, różne elementy z tego zestawu można kupować również oddzielnie. Ja mam ochotę na dokupienie konewki, bo piękna jest!

 

2. rakietki z przyssawkami B. Toys – LINK

Pojawiły się w naszym domu na fali entuzjazmu wobec firmy B. Toys. I sprawdziły się tak, jak wszystkie poprzednie zabawki ich produkcji. Rakietki z jednej strony mają przyssawki, jedna obok drugiej, które „łapią” piłeczkę. Druga strona jest gładka i możemy nią po prostu odbijać. Super na basen, plaże, nad jezioro. Graliśmy też w wodzie, na słońcu, wpadły nam nieraz w piasek – wystarczy opłukać i są jak nowe. Super gadżet na letnie pikniki i wypady na tak zwane łono 😛

3. muzyczna myszka Meiya i Alvin – LINK

Myszka, która podbiła moje serce od pierwszego spojrzenia na targach zabawek w Kielcach. Kiedy zawitała do naszego domu, okazało się, że równie gorącym  uczuciem zapałałzna do niej Mila. Żałuję, że nie zrobiłam jej sesji zdjęciowej jak była „piękna i młoda”, bo M. uwielbia gryźć jej nos i ogólnie miętosi ją ile wlezie, więc nasza mycha jest po przejściach. Oprócz jej niewątpliwego uroku i miękkości, lubię ją za dwie rzeczy – powstała na Sri Lance, z najlepszych materiałów, więc jestem spokojna o to, co przytula moje dziecko. A drugie – myszka jest muzyczna – wystarczy pociągnąć za ogon, żeby popłynęły kojące dźwięki (a o fajną pozytywkę naprawdę trudno, if you know whay I mea… :P). Super pomysł na prezent dla nowonarodzonych dzieci. Jest też wersja z gryzakiem – przynajmniej coś bardziej oryginalnego niż oklepana do bólu żyrafia Sophia 😀

4. tatuaże Djeco – LINK

Dzieci kochają tatuaże (i nie tylko dzieci, bo moje marzenie zrobienia sobie tatuażu jest coraz silniejsze!). Póki co jednak – razem z Leonem, Milą i innymi młodziakami, zachwycam się wersją zmywalną 😀 Produkty Djeco mnie zachwyciły – są testowane dermatologicznie i w pełni bezpieczne dla skóry. A jaki wybór!!! Aż się w głowie może zakręcić. U nas hitem są ostatnio zegarki, rzadko udaje nam się poprzestać na jednym 😛 Lato i kolorowe tatuaże jakoś tak pięknie mi się łączą w głowie. Cieszę się, że teraz taki wybór piękności w sklepach. Jak byłam mała, jedyna tatuaże były dołączane do gumy do żucia. Uwielbiałam je, już wtedy miałam do nich słabość!

5. drewniane klocki – zwierzątka Milaniwood – LINK

To, co lubię najbardziej – czyli prostota ponad wszystko. Zabawka i dla dwulatka, sześciolatka, a i ja, mimo kilku lat więcej, bawię się znakomicie. 50 drewnianych elementów zapakowanych w płócienny woreczek (co podoba mi się w kontekście wyjazdów i zabierania zabawki ze sobą). Klocki bardzo precyzyjnie wykonane z drewna bukowego, do zestawu dołączona jest instrukcja budowania kilkunastu zwierzaków. Można też budować wg własnej inwencji (krodylokot rządzi :P). Teoretycznie zamysł był taki, aby dziecko wybrało zwierzątka, które spodobają mu się najbardziej i po zbudowaniu ich, skleiło i pomalowało dzieło, tworząc ozdobę pokoju lub zwierzaka do zabawy. My, póki co przynajmniej, składamy i rozkładamy, zostając przy naturalnym kolorze. Mila tworzy sobie z tych klocków wieże i też jest szczęśliwa. Jednym słowem – polecamy.

6. szklana butelka Eco Viking – LINK

Temat butelek dla dzieci jest jak rzeka… W zasadzie powinnam oddzielny wpis na ten temat stworzyć, może i stworzę. Póki co dzielę się najświeższym odkryciem w temacie, czyli butelką szklaną. Od jakiegoś czasu staram się odchodzić od plastiku w domu, np. stopniowo wymieniając pojemniki do przechowywania jedzenia na szklane właśnie. Jakoś czuję się spokojniejsza, mimo zapewnień producentów, jaki to super jest też nowoczesny plastik. O szklanych butelkach słyszałam już dawna, za Leonowych czasów. Ba, moja kochana Babcia zachowała jedną butelkę z mojego dzieciństwa – i o dziwo była właśnie szklana. Jednak połączenie malutkiego dziecka i szkła budziło moje obawy – przecież butelka upada, to sekunda, żeby się stłukła.

Wybierałam jednak plastik, do chwili, kiedy spotkałam butelki… w osłonkach. Zrobione z silikonu, trwałe i estetyczne, sprawdziły się u nas rewelacyjnie. Mila używa ich właściwie tylko do picia wody, ale polubiła się z nią bardzo. Z tego, co wiem, butelka ma właściwości antywkolkowe, co jest ważną informacją dla rodziców niemowląt.

 

7. worek Play & Go – LINK

Oh, ten worek jest tak wspaniały i cudowny, że powinnam była umieścić go na początku listy. W sumie trudno powiedzieć o nim, że jest zabawką, a jednak podczas (i PO!) zabawie jest niezastąpiony. Jestem pewna, że doceni go każda mamusia, która raz czy drugi sprzątała z podłogi tysiąc elementów LEGO. Akurat budowanie z klocków jest jednym z ulubionych zająć Leona. Mieliśmy z nim jednak kłopot – albo denerwował się on, bo stłoczone w jakimś estetycznym pojemniku, ograniczały jego wyobraźnię. Albo ja, bo mimo umowy, że zabawa obejmuje również pozbieranie klocków i uporządkowanie przestrzeni, zazwyczaj kończyło się… na umowie właśnie. Rozsypane klocki szybko rozbiegały się po całym domu i nic nie było im straszne – ani paszcza Mili, ani odkurzacz, ani zakamarki kanapy. Jeśli macie maszynę i odrobinę tylko zdolności krawieckich, z łatwością uszyjecie sobie takie workowe cudo same.

Dla tych, którzy jak ja mają dwie lewe ręce do szycia (bądź nie mają czasu lub ochoty) – na szczęście jest Play & Go. Wytrzymałe płótno, 140 cm średnicy, łatwy do przenoszenia, przechowywania, prania. Zakochana w nim jestem. LEGO podróżuje w nim z pokoju Leona na dół i z powrotem, a ja jestem cała szczęśliwa, że zapanował u nas (w miarę) porządek. Czego można chcieć więcej? No, może tylko drugiego worka. I trzeciego. Serio, zamierzam zamówić kolejne, bo widzę nieograniczone możliwości zastosowania ich w dziecięcych pokojach i nie tylko. Można je położyć, powiesić, zabrać ze sobą. Super sprawdzi się do transportu nieregularnych przedmiotów – jak np. zabawki do piaskownicy, nieoceniony przy wyjściach na plaże i wszelkiego rodzaju wyjazdach. U-W-I-E-L-B-I-A-M! 😀

8. zupa kantońska Milaniwood – LINK

W zamyśle miała być dla Leona, jednak okazało się, że to zabawka głównie dla starszych dzieci (najlepiej bawię się z nią z moim bratem, lat trzydzieści kilka). Dobra zabawa i dużo śmiechu gwarantowane. Na środku stołu stawiamy miseczkę z „zupą”, każdy z graczy dostaje swój pojemniczek i pałeczki. I… jazda! Kto w określonym czasie przełoży pałeczkami więcej elementów do swojego pojemnika wygrywa. Dla kilkuletnich dzieci świetny sposób ćwiczenia małej motoryki. Zabawka antybakteryjna i antyalergiczna, wykonana z drewna bukowego. Polecam na imprezy! Bo wiadomo, że kieliszek wina podkręca koordynację, c’nie?! 😛

9. kwiatek wodny Buiten Speel – LINK

Małe rzeczy cieszą najbardziej! Szczególnie jeśli są związane z wodą, a wokół panują upały. Mały, kolorowy kwiatek nie wygląda jak milion dolarów. Ba, nie wiem czy dałabym za niego dolara 😉 Jednak wystarczy wbić go w ziemię i podłączyć do węża ogrodowego, by udowodnił, że książki nie powinniśmy oceniać po okładce. Pryska wodą gdzie popadnie, sprawiając wiele radości dzieciakom. Fajna alternatywa dla basenu jako ochłoda na gorące dni. Mały, ale wariat! 😛

10.  Memo – ssaki – świat wokół nas Jacobsony – LINK

Są zabawki piękne w swojej prostocie. Jedną z nich jest właśnie memo, szczególnie upodobałam sobie własnie serię, którą wydają Jacobsony. Mamy ptaki i grzyby, jakoś późną wiosną do kolekcji dołączyły ssaki. 20 gatunków polskich ssaków przedstawionych na zdjęciach. Celem gry jest odnalezienie par zwierząt – ćwiczymy przy tym pamięć i koncentrację. Fajowo, bo „efektem ubocznym” jest nauka. Najlepiej.

11. Niemapa Warszawy (i innych miast) – LINK

To punkt bonusowy, nie do końca pasujący do zestawienia. Ale jednak… Kiedy napisali do mnie twórcy Niemapy, szeroko otworzyłam oczy ze zdziwienia. No bo jak to? Mapa Warszawy? Dla mnie?! Kto jak kto, ale o miejscach, do których można się wybrać z dzieckiem to jednak coś tam wiem. Wróciłam do tematu całkiem niedawno – od dwóch tygodni mamy gościa, któremu chciałabym pokazać Warszawę. Ale nie tylko Pałac Kultury i inne zabytki, ani nie place zabaw czy kawiarnie. Zależało mi, aby w kilkanaście dni pokazać ciekawe, charakterystyczne i oryginalne miejsca w naszym mieście. Oczywiście miałam trochę pomysłów, ale w którymś momencie już sama nie wiedziałam, co dalej, aby taki trzynastolatek był zadowolony. Niemapa okazała się rewelacyjna – to ilustrowana seria przewodników pod mieście, a właściwie po miastach, bo w tej chwili dostępne są również Niemapy Łodzi, Rzeszowa, Wrocławia, Lublina, Gdyni i Kielc.

Najlepsze na koniec – Niemapę można BEZPŁATNIE pobrać ze strony: http://niemapa.pl/ lub zamówić w wersji drukowanej (polecam!). Ja korzystam i będę korzystać organizując lato w mieście dla mojej ekipy.


.

.

2 Comments

  1. Reply
    Emilia

    Takie posty uświadamiają mi, że jednak jestem mało gadżetowa, zwłaszcza w lato zupełnie nie mam głowy do myśl
    Zupa kantońska to świetny pomysł, ale przyoszczędzę i skompletuję coś, czym można się podobnie bawić bardziej domowym sposobem (fasolki, zalegające koraliki, klocki itd). Zabawki do piasku i wody są urocze, ale po namyśle nigdy nie mam ochoty wydawać na nie pieniędzy, tanie komplety służą nam już trzeci rok, często uzywamy rzeczy typu pojemnik od czegoś tam albo łyżeczka od lodów. Zresztą nigdy nie chce mi się tego taszczyć, bo przemieszczamy się bez samochodu, a rzadko tak jest, że idziemy tylko na plac zabaw, a na wakacjach używamy tego, co się nazbiera.
    Szklana butelka w silikonowej osłonce to świetny pomysł, też szukam alternatywy do plastiku (na razie mamy stalowy bidon Paccific Baby), ale fajne byłoby to jako bidon lub po prostu butelka z otworem, a nie jako butelka ze smoczkiem :/ Podawanie na co dzień wody czy w ogóle czegoś innego niż mleko przez smoczek, zwłaszcza dzieciom powyżej roku nie jest najlepszym pomysłem (chyba że w drodze wyjątku i rzadko). Natomiast do mleka dla niemowląt jako alternatywa dla plastiku – super 🙂 D

  2. Reply
    Ewelina

    Jak dla mnie, to butelka dla niemowlaka ok… (chociaz nawet moja 8 miesieczna nie chce z butelki pić), ale dla takich duzych dzieci… butelka… hmm… tonchyba czysta reklama.