Co warto zobaczyć na Kos? Subiektywny przewodnik po wyspie

Co warto zobaczyć na Kos - atrakcje turystyczne

My niestety jesteśmy już po wakacjach. Tych prawdziwych, leniwych i spokojnych, z odcięciem od całego świata i świętym spokojem od rana do wieczora (z tym spokojem to przy dwójce dzieci raczej żart, ale dobrze mi się tu wkomponował :P). Szykują się bliższe i dalsze wypady w najbliższym czasie, ale w najlepszym razie półprywatne, a to nie to samo. Widzę jednak, że grecki post bije rekordy popularności, a wiele osób pisze komentarze i prywatne wiadomości, dopytując o szczegóły. Wszak spora część z Was jest dopiero na etapie planowania wakacji… Obiecałam post o Kos – niech więc się stanie! 😀

Wspominałam już, że miałam dwa brzegowe warunki odnośnie tego wyjazdu: miało być słonecznie i blisko. Do ostatniej chwili nie wiedzieliśmy czy wylądujemy w Hiszpanii, Turcji czy może Grecji. Oh, jak ja się cieszę, że LAST MINUTE okazał się łaskawy i rzucił nas właśnie tam. Kos to wyspa w archipelagu Sporadów Południowych. Nie jest duża – ma 50 km długości i 10 km szerokości. Jej rozmiar określiłabym jako “akuratni”, czyli dokładnie taki, który pozwala spokojnie odpocząć, a przy tym się nie nudzić i troszkę ruszyć z miejsca. Mój wakacyjny plan zakładał leżenie na plaży brzuchem do góry, ewentualnie pluskanie się w morzu. Zgodnie z tymi założeniami wybierałam hotel. Rzecz jasna po dwóch dniach plażowania zaczęło mnie nosić, więc szwendaliśmy się sporo po wyspie, wyszukując miejsca, gdzie można pysznie zjeść. Ale po kolei…

Zanim przejdę do opisu hotelu i innych rzeczy związanych z samym pobytem, chciałam odpowiedzieć wszystkim zaniepokojonym o bezpieczeństwo. Na Kos jest bardzo bezpiecznie, przez cały pobyt nie widziałam niczego, co można by było uznać za niepokojące (a będąc tak z dziećmi, możecie mi wierzyć, że jestem na tę kwestię wyczulona).

gdzie i jak mieszkaliśmy?

Skorzystaliśmy z operatora TUI, a wycieczkę wykupiliśmy poprzez biuro podróży My Travel Warszawa Bielany. Zatrzymaliśmy się w hotelu Kouros Palace nieopodal Mastichari. O hotelu jeszcze przed wyjazdem czytałam dobre i bardzo dobre opinie – całą ich masę znajdziecie np. na www.TripAdvisor.com

Jak było w rzeczywistości? Dobrze, nie mogę narzekać. Kto podróżował po Grecji, wie zapewne, że ich standard 5*, to tak naprawdę europejskie powiedzmy 3*+. Baza hotelowa ma już swoje lata i mimo remontów – po prostu to widać. Jeśli szukacie marmurów i złotych klamek, zapewne będziecie rozczarowani. Jednak jeśli szukacie hotelu położonego w cichej i spokojnej okolicy, wręcz na uboczu – to jest miejsce dla Was. Cudowna, serdeczna obsługa, zakochana w dzieciakach. Pyszne, naprawdę smakowite jedzenie, od którego od rana do wieczora wręcz uginały się stoły. 2 baseny, 2 brodziki dla dzieci, wystarczająca ilość leżaków i parasoli. Dla nas ważna była też odległość od plaży – wystarczyło przejść 150 m utwardzoną dróżką.

Jedynym minusem, o którym muszę uczciwie napisać jest plaża. A właściwie jej tył. Położona jest cudnie, widoki zapierają dech. Wieje wiatr, co dla mnie było plusem, bo słońce nie dawało się zbyt mocno we znaki. Są fale – raz większe, raz mniejsze, jednak tuż obok znajdziecie odgrodzoną kamieniami strefę, gdzie bezpiecznie kąpać mogą się też maluchy, przy każdej pogodzie. Plaża jest dodatkowo płatna, aczkolwiek Pan Plażowy w swych kalkulacjach jest bardzo ugodowy (teoretycznie 2,5 EURO za leżak, jednak płaciliśmy połowę tej kwoty). I to by było ok, gdy nie drobny detal – ktoś zapomniał o tę plażę zadbać. Parasole i leżaki wyglądają na zużyte i raczej zaniedbane. Natomiast za plecami jest prawdziwy koszmar – wygląda trochę jak wysypisko śmieci. Argument, że wyrzuca je morze jest chybiony, bo przez cały nasz pobyt nikt nie podniósł stamtąd choćby papierka. Kradnie to sporo uroku tego miejsca, muszę przyznać. W najgorszym miejscu wygląda tak:

My jednak staramy się widzieć szklankę do połowy pełną i nie pozwoliliśmy, aby śmieci popsuły nam wakacje. Tym bardziej, że od okolicznych klifów wręcz nie dało się oderwać wzroku!

Tutaj link do oferty, z której skorzystaliśmy:

http://www.tui.pl/wypoczynek/grecja/kos/kouros-palace-kgs22023

jak się po wyspie przemieszczać?

Jeden ze spotkanych Greków fajnie opisał drogową infrastrukturę Kos – jest prosta jak kręgosłup ryby. Dokładnie tak – na wyspie jest jedna główna, mająca 42 km droga – z zachodu na wschód. Od niej odchodzą mniejsze uliczki i ścieżki, prowadzące do niedużych i leniwych miasteczek, położonych na samym wybrzeżu. Nadmorskie promenady zachęcają do spacerów, nawet jeśli w ekipie macie malutkie nóżki 🙂 Jeśli lubicie zorganizowane wycieczki – na pewno rezydent biura podróży zaproponuje ich kilka do wyboru.

Jednak nic nie daje takiej wolności i nie oferuje tylu możliwości odkrywania wyspy wszystkimi zmysłami, jak własny pojazd i podążanie swoimi ścieżkami. Na każdym niemalże kroku znajdziecie wypożyczalnie pojazdów, tak, tak, pojazdów, bo nie tylko samochody można w nich wypożyczyć. Również quady, skutery, rowery, motory. Brakuje tylko śmigłowców i wrotek, co? Każdy znajdzie coś dostosowanego do swojego tempa, ilości osób i umiejętności. My zdecydowaliśmy się na malutką, ale zwinną Micrę. Śmiało mogę powiedzieć, że przejeździliśmy nią wyspę wzdłuż i wszerz. Polecam korzystanie z ulicznych, a nie hotelowych wypożyczalni, bo oferują znacznie lepsze ceny (my płaciliśmy 35 EURO za dobę z ubezpieczeniem i wszystkimi opłatami, w tym dwoma fotelikami dla dzeci). Znajdziecie ją dokładnie na wprost hotelu, w którym się zatrzymaliśmy. Właścicielem jest przesympatyczny i bardzo pomocny Grek, który nie dość, że z uśmiechem odpowie na każde pytanie, jakie Wam się nasunie, to jeszcze poleci ciekawe i smakowite miejsca do odwiedzenia.

Do wypożyczenia samochodu potrzebne jest jedynie polskie prawo jazdy.

co zobaczyć, aby było ciekawie, ale niezbyt męcząco?

Mimo że wyspa nie jest duża, to miejsc wartych odwiedzenia znajdziecie na niej sporo. Jako że podróżowaliśmy z trójką dzieci (w wieku 1.5, 5 i 9 lat), a pogoda sprzyjała raczej plażowaniu niż wspinaniu się po ruinach, chcieliśmy odwiedzić miejsca różnorodne, dopasowując je do wieku uczestników.

Poniżej wklejam mapkę, na której zaznaczyłam miejsca, które uważam za warte wspomnienia:

Plaka Forest – las pawi 

Ciekawy sposób na ucieczkę od upału – w samym środku iglastego lasu żyją półdziko pawie w pełnej symbiozie z greckimi, rozleniwionymi kotami. Wokół cień drzew i lekki wiaterek dają wytchnienie od słońca. Jeśli będziecie mieli szczęście, niektóre pawie przyjdą do Was po bułkę czy inny smakołyk, który dla nich przywieziecie. Dzieciaki zachwycone – pawie nawołują się wzajemnie, odstawiają tańce godowe, a nawet… skaczą wysoko, wysoko po drzewach. Naliczyłam kilkadziesiąt sztuk, ale zakładam, że było ich znacznie więcej, bo gdzie nie spojrzałam… one tam były! Bardzo przyjemne miejsce. A jak tam pachnie!

Miasteczko Kefalos

Kameralna miejscowość, położona w południowo-zachodniej części Kos. Rozciąga się przepięknie na skałach, z których możemy podziwiać zjawiskową panoramę. Pełno tu tradycyjnych, wąziutkich, greckich uliczek, po których można się włóczyć godzinami. Byle tylko ominąć okolice południa, kiedy skwar może dawać się we znaki. Maleńkie knajpki, kawiarnie serwujące frappe i świeżo wyciskane soki. A dla dzieciaków znajdzie się nawet plac zabaw, na którym mają szansę spożytkować nadmiar energii 🙂

Plaża Agios Stefanos

Ładna plaża, jedna z najbardziej znanych na wyspie. Moim zdaniem troszkę przereklamowana, ale na uwagę zasługuje malownicza, maleńka wysepka, na którą możemy dopłynąć wpław lub wypożyczyć nieopodal rower wodny i zorganizować mini-wyprawę. Przy wyspie można przycumować rower i wspiąć się, aby obejrzeć kościół i zjawiskową panoramę okolicznych skał i lazurowej wody. Sama plaża jest piaszczysto-kamienista, wejście do wody łagodne i odpowiednie dla dzieci – długo jest płytko, więc i na dmuchanym materacu można poszaleć i stopy pomoczyć. Tuż obok znajdują się ruiny Bazyliki Świętego Stefana, które liczą sobie, bagatela, ponad 1500 lat! Dla pasjonatów historii są więc nie lada gratką!

Plaża i tawerna Limnionas

Jeśli miałabym polecić tylko jedno, ulubione miejsce na całej wyspie, bez chwili zawahania wybrałabym właśnie Limnionas. Na najdalszym cyplu, w ustronnym i spokojnym miejscu rozciąga się niewielki, lokalny port (w którym cumują zaledwie 3-4 kutry). Ryby i owoce morza prosto z tych łodzi trafiają do restauracji, która jest tuż obok. Temat jedzenia i klimatu w tawernie Limnionas to temat na poemat. Jest bajecznie i to wszystko, co mogę opowiedzieć. Jedliśmy tam najlepsze kalmary na Kos (zarówno grillowane, jak i smażone), wspaniałą grecką sałatkę (to niezwykłe jak proste smaki mogą komponować się w smakowite dania, które w pamięci zostaną na dłuuuugo). Świeże ryby, smakowite grillowana ośmiornica… Mogłabym długo wymieniać tamtejsze pyszności. Nie zrobię tego, bo już mi ślinka cieknie, na samo wspomnienie. Dodatkowo jest tam po prostu ładnie, obsługa świetnie mówi po angielsku i jest super przyjaźnie nastawiona zarówno do młodych, jak i tych ciut starszych gości.

A po obiedzie (lub wczesnej kolacji) – pięknie jest wybrać się na jedną z dwóch plaż, które rozpoczynają się właściwie tuż za tarasem restauracji. My wybraliśmy tę w kamienistej zatoce, malowniczej tak, że zdjęcia robiły się same. Z okolicznych skał każdego dnia można podziwiać przepiękny spektakl zachodu słońca, jeden z najpiękniejszych na wyspie. Taki, który zostanie w pamięci i który wspominać będziecie w chłodne, zimowe wieczory.

Miasto Kos – stolica wyspy

Stolica jak i cała wyspa – jest raczej nieduża i spokojna. Spodobał mi się jej klimat i nieśpieszne przechadzanie się uliczkami pełnymi uroku. Odpuściliśmy tradycyjne, polecane w przewodnikach atrakcje typu zwiedzanie zamku czy muzeum. Z dziećmi i przy tej temperaturze więcej byłoby męki niż uciechy. Zamiast tego skorzystaliśmy z jednego z trzech mini-pociągów – super sprawa. Każda “linia” zatacza koło wokół innych atrakcji, które podczas jazdy możemy podziwiać. Trwa to ok. 30 minut, kosztuje 5 Euro, a dzieciaki jadą bezpłatnie, Fajnie, bo wagoniki są otwarte i zadaszone, więc podróż nawet w godzinach popołudniowych jest przyjemna. Dla każdego coś miłego – dorośli oglądają miasteczko, dzieciaki radują się samą podróżą 🙂

Termy

Chyba jedyne miejsce na Kos, które mnie rozczarowało. Bardziej podobała mi się malownicza droga, która tam prowadzi niż to, co zastałam na miejscu. Jednak wspominam o nim, bo znajdziecie je w każdym przewodniku i większość lokalnych mieszkańców będzie je zachwalała. Fakt – niezwykłe są same wody termalne i ich temperatura. Myślałam, że opowieści są przesadzone, jednak naprawdę są… ukropem. Lubię ciepłe kąpiele, ale wierzcie na słowo – nigdy nie napuszczam sobie aż tak ciepłej wody do wanny! Nie każdy z nas dał radę wejść, a ci, którym się to udało, czerpali z owego wejścią umiarkowaną przyjemność (bo z góry praży słońce, a temperatura oscyluje wokół 30 stopni, dodatkowo lekko zarumienione od promieni słonecznych części ciała nie umilają przeżycia).

Samo dojście dla najmłodszych dzieci może być kłopotliwe – jest bardzo strome. Do samego miejsca zniechęcił mnie skutecznie również brud, nie bójmy się tego słowa, brak toalet i infrastruktury. No, generalnie, wiele jest tam do zrobienia. Na dowód tego, że było średnio… załączam brak zdjęć 😛 Za to widoki po drodze – boskie!

Wioska Zia

Zakończymy pięknym (a zarazem pysznym!) akcentem. Wioska Zia, położona w samym sercu wyspy, wśród pięknych wzniesień. Najlepiej zakończyć tam dzień, bo niemalże wszystkie knajpki oferują przepiękny widok na zachodzące w morzu słońce. My wybraliśmy się na kolację do Alvi, którą poleciła nam spotkana w jednym ze sklepików Polka. Było smacznie, a najlepiej chyba wspominamy grillowane sery i białe lokalne wino!

.

.
Ps. Trochę godzin przesiedziałam tworząc tego posta, więc jeśli skorzystasz – mam prośbę: udostępnij, ok?
.
Ps. Na bieżąco możecie nas śledzić na naszym profilu na Instagramie – zapraszam Was serdecznie.

7 Comments

  1. Reply
    Aleksandra

    dziękuję za ten wpis 🙂 teraz już mam 100% pewność gdzie spędzimy nasze wakacje 🙂 wahałam się, bo nie byłam pewna jaka jest sytuacja z uchodźcami.
    Kosie! przybywamy we wrześniu 🙂 i to nawet lecimy do tego samego hotelu 🙂
    Pozdrawiam

    1. Reply
      Kaja Wolnicka Post author

      Super, świetny wybór 😀 Mam nadzieję, że spędzicie tam wspaniałe chwile. A nam na tyle się spodobało, że… może się we wrześniu tam spotkamy? 😛

  2. Reply
    Kamila

    Również jestem zachwycona wyspą Kos… Jest malutka dlatego zwiedzenie jej jest naprawdę możliwe bez większych problemów, również skorzystaliśmy z wypożyczalni samochodu i dzięki temu mogliśmy jeździć gdzie tylko chcieliśmy. Wszystkie punkty do zwiedzenia opisane idealnie. Dodała bym jeden szczegół jeżeli chodzi o termy… nieprzyjemny zapach, który unosił się za człowiekiem jeszcze po powrocie do hotelu. Ale byliśmy, zobaczyliśmy i niczego nie żałujemy. Polecamy hotel Kipriotis Village również z atrakcjami dla dzieci. Pozdrawiam

  3. Reply
    Barbara

    Piękne zdjęcia i cudowne miejsce na wakacje. Kto wie, może i ja kiedyś zaplanuję sobie tam pobyt. 🙂

  4. Reply
    Teresa

    Wróciliśmy z Tigaki fajnej malutkiej miejscowości na KOS Hotel GAIA VILLAGE super -polecam wszystkim- ,plaza 200 m. od hotelu , cieplutki piasek,lagodne wejscie do morza i daleko od brzegu płyciutka. Raj dla maluchów. Hotel fajny, jedzenie wyśmienite ,obsluga sympatyczna. Chyba najlepszy hotel z serii GAIA