Nasze wielkie greckie wakacje albo 5 powodów, aby odpuścić sobie wakacje nad Bałtykiem

greckie wakacje

Fajny tytuł mi się napisał, co? Niestety nie do końca prawdziwy – takie wielkie to te nasze wakacje nie były. Bo jak tu tygodniowy wypad tak nazwać? To jednak jedyne naginanie rzeczywistości dziś, daję słowo. Post i tak chciałam napisać, po trosze po to, aby przedłużyć je sobie, choćby wirtualnie. Popatrzeć na widoki, powspominać i łagodnie wejść w codzienność.  Bo każda podróż, każdy wyjazd kiedyś się kończy. A im jest piękniejszy, tym wcześniej…

Z tą Grecją od zawsze było nam nie po drodze. Tomek kiedyś wpadł na chwilę do Aten, ja z kolei na Mykonos i Santorini. Jednak wrażenia mieliśmy umiarkowane, więc bardziej nam w głowie była Hiszpania, Egipt czy jakaś egzotyka. Tym większe zaskoczenie na nas czekało. Można powiedzieć, że na grecką wyspę Kos trafiliśmy przypadkiem. Chcieliśmy wyrwać się na kilka dni, marzyło nam się słońce i w sumie nic więcej.

POGODA

Na naszej liście rodzinnych priorytetów wakacyjnych pogoda stoi wysoko. Bardzo. Przynajmniej jeśli chodzi o wakacje typu piasek i woda. Nigdy nie ukrywałam swojej miłości do Bałtyku, do polskiej wody w ogóle, bo i Mazury bardzo lubię i pojezierza. W nastoletnich latach (rany, ale to brzmi w ogóle…) przejeździłam pomorze wzdłuż i wszerz i myślę, że mogę powiedzieć, że dobrze je znam. Jest piękne, niektórzy uważają, że najpiękniejsze na świecie. Jest tylko jeden, za to znaczący dla mnie minus – pogoda. Przyznam, że zdarzyło mi się trafić fantastycznie – słoneczne, upalne dni i ciepła woda w Zatoce Gdańskiej.

Ale było też tak, że nie do końca wiedzieliśmy, co ze sobą zrobić, kiedy w Jastrzębiej Górze przez tydzień padał deszcz. Przestawał akurat na tyle, by pozwolić nam zwiedzić okoliczne stoiska z badziewiakami (jak nazywamy „cudne” twory z Chińskiej Republiki Ludowej, którymi skrzą się szczęki, budy i łóżka polowe polskich nadmorskich deptaków). Sytuacja powtórzyła się jeszcze kilka razy, co okazało się niezwykle frustrujące. Bo kupuje człowiek ten kostium kąpielowy, olejki, dmuchane zabawki do kąpieli. I wiaderka i foremki i słomkowy kapelusz. A potem tłumaczy dzieciom, dlaczego nawet nie rozpakujemy tego wszystkiego z walizki.

Wiem, że nie ma złej pogody, tylko nieodpowiednie ubranie. Na co dzień hołduję tej zasadzie. Raz do roku (przynajmniej!) mam jednak ochotę powygrzewać się w słońcu, kąpać do woli w morzu i nosić letnie sukienki. I mimo wielkiego uczucia, jakim darzę bałtyckie plaże, najchętniej wybieram się tam wczesną wiosną czy jesienią, licząc na okoliczności spacerowe i zdrowotny jod. Jednak zawsze z parasolem i kaloszami pod pachą!

Poza gwarancją słońca, klimat jest ciepły i dość suchy, więc nawet wysokie temperatury nie dają się we znaki tak, jak w Indiach czy na Bali. W przeciwieństwie do Egiptu, Turcji czy Emiratów Arabskich, gdzie w lipcu i sierpniu temperatura grubo przekracza 40 stopni, w Grecji jest wtedy przyjazne 28-30 i lekki wiatr. A do tego, niczym na deser, ciepłe morze, w którym nawet najmłodsi mogą pływać i bawić się godzinami.

LUDZIE

To truizm, ale to ludzie są najważniejsi. Oczywiście ci, z którymi decydujesz się spędzić wolne dni. Jednak nie tylko… Zaskoczyła mnie gościnność, życzliwość i serdeczność Greków. Ich niewymuszone uśmiechy od rana do nocy. Przesympatycznie podejście do dzieci – kochają je, zaczepiają, śmieją się do nich i skłonni są przychylić im nieba. Z oznakami ciepła stykaliśmy się dosłownie na każdym kroku. Ot, kelner specjalnie dla Mili skomponował deser, przyniósł nam do stolika i powiedział, że taki robi dla swojej córki. I że ona ma już 18 lat i niezmiennie twierdzi, że to jej ulubiony słodycz. Albo sprzedawczyni w sklepie, już przy wyjściu, leci z lizakiem w prezencie.

Mężczyzna, o skórze spalonej słońcem i pooranej zmarszczkami, przynosi nam tzatzyki i chleb, choć zamówiliśmy w zasadzie tylko lemoniadę. A za chwilę zjawia się jego syn, z rakiją. Gdy już chcemy wychodzić, po raz kolejny wyrasta jak spod ziemi – z najpyszniejszym greckim jogurtem, jaki możecie sobie wyobrazić. Polanym miodem, który w swojej pasiece robi jego ojciec. Tak po prostu, bezinteresownie.

WIDOKI

Tutaj od słów bardziej stosowne będą obrazy. Bo widoki po prostu zapierają dech w piersiach. Nie mogłam się napatrzeć i mogłabym pisać bardzo długo. Albo najkrócej – przepięknie tam jest. I nie mam na myśli tylko lazurowego morza i jego kilku odcieni czy błękitnego, zawsze bezchmurnego nieba. Są bezkresne oliwne gaje. I drzewa cytrusowe. Kwitną agawy, passiflory, kaktusy… Nieważne, w którą stronę zwrócisz oczy – widoki są pocztówkowe.

JEDZENIE

Mimo że od kulinarnych tematów na blogu raczej stronię, nie ma co kryć – jesteśmy łasuchami. Szwędamy się po warszawskich knajpach i barach, dużo eksperymentuję w domu. I uwielbiam odkrywać nowe smaki podczas wyjazdów. Ulubionego jedzenia raczej nie mam, choć nie lubię tego zbyt pikantnego, a wszystko, co kojarzy się z Włochami lub Bałkanami powoduje radosne drżenie mojego serduszka. Do ścisłej czołówki gastronomicznych ulubieńców pewnym krokiem wskoczyła teraz również Grecja.

Greckie jedzenie jest takie „akurat”. Akurat na tyle odmienne, aby nas mogło urzekać i dawało przestrzeń do odkrywania. I na tyle swojskie, że nie przestrasza tych mniej skłonnych do eksperymentowania. W zasadzie większość z nas zna jogurt grecki, oliwki czy tłoczoną z nich oliwę. I sałatkę grecką. I ser feta. Tylko wiecie co? Jak to tam smakuje…

Wybornie! Dla samych smaków warto się tam wybrać. Dla grillowanych ryb i owoców morza. Dojrzałych arbuzów i soczystych cytryn.

PROSTOTA i… CENA!

W ubiegłym roku wakacje spędzaliśmy w wymarzonej wcześniej Indonezji. Długo chodziła nam po głowach, odkładaliśmy ten wyjazd w dużej mierze z powodu kosztów. Napiszę teraz coś, co wydaje się kontrowersyjne, a jednak jest prawdziwe nie tylko z mojej perspektywy, a również wszystkich pozostałych towarzyszy obu podróży (w sumie 6 osób!). Bardziej podobały nam się wakacje w Grecji! I to o wiele. Powodów jest kilka i to w sumie pewnie temat na odrębny wpis. Dlatego dziś o zaletach Grecji:

– krótki lot, mija niczym okamgnienie (ok. 2,5 godziny). Brak opóźnień, międzylądowań, minimum formalności – nie trzeba nawet mieć ze sobą paszportu, bo przecież Grecja to Unia.

– sprzyjający klimat – o tym, jak się czujemy w równym stopniu decyduje temperatura jak i wilgotność powietrza. Na Bali jest ona baaardzo wysoka i mocno daje się we znaki, szczególnie nim się do niej przyzwyczaicie. W Grecji jest sucho i łagodnie. Dodatkowo na Bali pogoda wariuje podobnie jak w Polsce. Ostatnio coraz częściej zdarzają się opady w porze suchej, w której dotychczas najkorzystniej było tam lecieć. A tropikalny deszcz to nie jakaś tam mżawka. I jednak nawet jeśli szybko minie, to kawałek dnia z jego okazji plażowo przepada – wszystko jest mokre. A jak schnie, to wilgotność staje się jeszcze wyższa. Chwilami wydawało mi się, że oddycham… wodą po prostu!

– Greckie wyspy są w większości ciche i spokojne. Choć w zasadzie jest ich tyle, że każdy znajdzie coś dla siebie – i fan dobrych imprez, i rodziny z dziećmi, i łaknący ciszy introwertycy, którzy marzą, by zaszyć się z książką na plaży i czytać sobie w cieniu palmowego parasola. Bali jest okropnie zatłoczone, pełne spalin i skuterów, przeładowane ludźmi, głośne, gwarne i w wielu miejscach po prostu brudne. Nie zobaczycie tego na katalogowych zdjęciach, ani w peanach na cześć tego miejsca, jakie znaleźć można w wielu zakątkach w sieci. Jednak legenda tego miejsca powoli je zjada. Jest tam również o wiele taniej niż w Nowej Zelandii czy Australii, dlatego młodzi ludzie z tych krajów masowo przylatują odpoczywać na Bali. Sama wyspa jest mała i zielona, jednak trudno znaleźć na wybrzeżu ciszę i spokój. Albo brak spalin.

Grecja oferuje miejsca, które sprawiają wrażenia niemalże dzikich. Za kilka(-naście) euro można wypożyczyć rower/skuter/samochód i znaleźć bezludne plaże i puste rejony. Sytuacja polityczna sprawiła, że wiele rejonów świata straciło na turystycznej atrakcyjności (jak Egipt czy Turcja), dlatego biura podróży wprowadzają do swojej oferty wciąż nowe greckie wyspy. Też takie, o których nigdy wcześniej nie słyszałam, a pewna jestem, że każda z nich jest równie urokliwa jak odwiedzona przez nas Kos.

– cena! Jeszcze kilka lat temu zagraniczne wyjazdy były znacznie droższe niż te krajowe, stąd szturm Polaków na bałtyckie plaże. Jednak konkurencyjny rynek wymusił na biurach podróży obniżanie ceny oraz oferty typu last minute, spośród których wyłuskać można prawdziwe perełki. Nie do końca mogę więc zrozumieć zdjęcia znajomych, którzy zapatuleni w sztormiaki lub w najlepszym razie bluzy, wrzucają zdjęcia na facebooka z pełnymi frustracji podpisami. Gdy zaś wyjdzie kawałek słońca, walczą na parawany o jak największy skrawek piasku. Podczas gdy na wyciągnięcie ręki, za MNIEJSZE pieniądze, można na tydzień przenieść się w inny, piękny, grecki świat…

Z ciekawości zerknęłam sobie właśnie na oferty – można znaleźć hotel w standardzie 4* z All Inclusive za 1.600 – 1.700 zł od osoby dorosłej. Aż żałuję, że praca wzywa i tyle planów, bo chętnie bym tam wróciła. Choćby jutro!

Ps. Więcej zdjęć, głupie miny i insta-historie znajdziecie na naszym Instagramie. O, TUTAJ. 

Ps2. Bardzo się cieszę, że ten mój grecki post, którego pisanie sprawiło mi wiele, wiele radości, tak się Wam spodobał. Piszecie i pytacie o różne rzeczy, w związku z tym dwa dodatkowe ogłoszenia: postaram się, aby w tym tygodniu pojawił się szczegółowy wpis o samej wyspie Kos, o naszym hotelu, o tym co i jak najlepiej zobaczyć na wyspie.

A dla polujących na last minute i wszystkich szczęśliwców, którzy dopiero planują wakacje i pytają, jak organizowaliśmy wyjazd – link do biura podróży My Travel Warszawa Bielany, gdzie przesympatyczna i zawsze uśmiechnięta p. Małgosia doradzi i pomoże znaleźć miejsce marzeń (cierpliwość level sto milinów, sprawdziłam! :P)
.

.

23 Comments

  1. Reply
    alexanderkowo.pl

    Ja w tym roku marzę o Grecji lub Albanii, ale zobaczymy czy się uda 🙂
    Ps. Nie wiem czemu wcześniej tu nie wpadłam. Zapisuje na liście do czytania

      1. Reply
        Kaja Wolnicka Post author

        Mam w planach. W ogóle nasze greckie plany bardzo są zuchwałe – spodobało nam się bardzo. Bardzo, bardzo!

  2. Reply
    Megg

    Witam 😊 rowniez marzy nam sie wyjazd do Grecji z 16 miesiecznym dzieckiem. Własnie konkuruje z wyjazdem nad Morze. Co nas powstrzymuje to fakt, ze dzecko jest chorowite i boimy sie choroby w Grecji. Czy ma Pani doswiadczenia w tym zakresie?

    1. Reply
      Kaja Wolnicka Post author

      Szczęśliwie nie mam. Zapakowałam dobrze skompletowaną apteczkę i na ból gardła i lekkie słoneczne przypieczenie wystarczyło. W innych miejscach poza Polską korzystałam z opieki medycznej i naprawdę – nie ma się czego bać. Zawsze można też liczyć na pomoc rezydenta biura podróży w tym zakresie.

  3. Reply
    Sylwia

    Nam też marzą się wakacje w Grecji <3 chociażby takie tygodniowe 😀 Fajne wspomnienia i zdjęcia – pamiątka na całe życie

  4. Reply
    Gosis

    My odkąd zaczęliśmy podróżować do Grecji, nie możemy zdecydować sie na wyjazd gdzieś indziej:-)
    Podpisuje sie rękami i nogami pod tym co napisałaś. Na Kos byliśmy z 4mc synkiem:-)
    A z Greckich wysp polecam Thassos. Malo znana turystycznie dlatego taka wspaniała;-))

    1. Reply
      Kaja Wolnicka Post author

      Wielkie dzięki za podpowiedź, zbieram pomysły na kolejne wyspy do odwiedzenia, póki co mój malutki ranking otwiera Kefalonia 🙂

  5. Reply
    Marta B

    Przejechałam kiedyś Grecję kontynentalną wszerz i wzdłuż i zakochałam się bez pamięci. Marzę teraz o greckiej wyspie, tym bardziej, że jak sama pisałaś, wakacje nad Bałtykiem od kilku sezonów to tylko deszcz, zimno i zmarnowane pieniądze. Aż mi się ciepło zrobiło oglądając twoje zdjęcia, zachciało mi się spróbować tych pyszności, które tylko tam smakują tak wspaniale. Super zdjęcia i super blog ogólnie, skorzystałam już z wielu podpowiedzi na spędzanie czasu z dziećmi, pisz więcej 🙂

  6. Reply
    Paweł

    przepraszam, że tak prosto z mostu ale jak wygląda temat bezpieczeństwa… i tu zatrważające słowo – uchodźcy ? czy jest to jakoś mocno uciążliwe, niebezpieczne, jakiekolwiek.. ?

    1. Reply
      Kaja Wolnicka Post author

      Przez cały nasz pobyt nie widziałam niczego, co w choćby minimalnym stopniu uznałabym za niebezpieczne. Uchodźcy nie widziałam żadnego, a wyspę zjeździliśmy wzdłuż i wszerz.

  7. Reply
    Natalia

    I zapadła decyzja! Od kilku lat nieodmiennie jeździmy do Chorwacji (nasz raj na ziemi) ale czujemy, że nadszedł czas na zmiany. Niepewnie braliśmy pod uwagę Grecję ale po tym wpisie jestem już na 100% pewna, że chcę tam spędzić tegoroczne wakacje. Pozdrawiam 🙂

  8. Reply
    Ania

    Och, wygląda pięknie! My w wakacje planujemy zestaw Bałtyk + Warmia + działka pod miastem, ale marzy mi się jeszcze jesienią skoczyć gdzieś, gdzie jest cieplej niż w Polsce. Grecja wygląda pięknie 🙂

  9. Reply
    Krupeczki.pl

    Wspaniałe zdjęcia, zachęcający opis. Coraz częściej myślę o Grecji. Każdy ją wychwala pod niebiosa. Muszę przyznać, że staje się coraz bardziej kuszącą opcją. Póki co u nas na liście odhaczyliśmy z małym jego pierwsze wakacje na Lanzarote. Zapraszamy jeśli masz chwilę i chęci do nas. A ja tymczasem porozczulam się nad tymi wspaniałymi zdjęciami. A PS u nas jest mocno kulinarnie😉

    1. Reply
      Kaja Wolnicka Post author

      Bardzo dzięki za dobre słowa, z przyjemnością wpadnę i zainspiruję się kulinarnie 🙂

  10. Reply
    Guess What/ Klaudia

    Ale bym zjadła taką ośmiornicę. Za to właśnie kocham Grecję i Włochy, że na wyciągnięcie ręki mamy takie rarytasy.